Dzisiaj rozpoczyna się tydzień mediacji a 21 października będzie jej wielkim świętem (Conflict Resolution Day) to ogólnoświatowe święto służące popularyzacji wiedzy związanej z metodami pokojowego rozwiązywania konfliktów.

Zanim, spróbuje przekonać Was abyśmy wspólnie nauczyli dzieci szukania zgody, chciałbym, jeśli pozwolicie, podzielić się z Wami tym co widzę, słyszę i czego doświadczam podczas pracy mediatora.

Nie,nie… nie będzie to wpis o konkretnych przypadkach, nie będzie personaliów, bo ich być nie może. Mediacja objęta jest przecież poufnością a o moich sukcesach nie dowiecie się z prasy czy telewizji.

Będzie to wpis o „klatkach”. Ciasnych, zimnych, ciemnych i nieprzyjemnych. „Klatkach”, w które pozwalamy się zamykać i tkwimy w nich tak długo, że czasem zapominamy, że istnieje świat, w którym nie było sporu, konfliktu, zazdrości i nienawiści.

Jak długo chcemy tam tkwić ? Czy nie szkoda na to życia ?

Nie będę się wymądrzał, że przeczytałem dużo książek i mam gotową instrukcję i lekarstwo na wszelkie zło. Po tak wielu latach pracy mediatora wiem, że konflikt nie jest niczym niezwykłym i każdy wcześniej czy później, chcąc tego czy nie, znajdzie się w sytuacji, która może doprowadzić go do „klatki”.

Co zrobić, żeby tam jednak nie trafić ? Wydaje się być to łatwe, wystarczy zrobić krok do tyłu. Odpocząć, nie reagować emocjami, wypisać sobie wszelkie możliwe rozwiązania sporu i w końcu zacząć rozmawiać.

Rozmawiać mimo cierpienia, doznanego zawodu czy rozczarowania. Wiem, nie jest to proste, ale w ciszy, wycofaniu, w zamkniętej klatce trudno jest odzyskać wolność i zacząć na nowo oddychać.

Czasem osoby, z którymi mam zaszczyt mediować, dzwonią do mnie z pytaniem, czy mogą się umówić na medytacje. Choć muszę rozczarować, że mediacja nie jest medytacją czy terapią, to mam nadzieje udaje się wytłumaczy, że mediacja jest sposobem aby zacząć w tym miejscu, gdzie wydaje się, że wszystko się zawaliło.

Lubię w mediacji obserwować, zmianę ludzkich postaw, otwierania się na wcześniej nieznane rozwiązania. Najbardziej lubię jednak moment wychodzenia z klatek, rozkładania skrzydeł i szybowania do nowego.

Czy można nauczyć się i być otwartym na pokojowe rozwiązywanie konfliktów ? Dobre pytanie.

Wszystko zależy od nas. Powinniśmy uczyć się tego już od przedszkola. W socjalizacji pierwotnej wiele negatywnych i pozytywnych postaw dziedziczymy od rodziców czy dziadków. W socjalizacji wtórnej uczymy się od nauczycieli czy autorytetów. Dzieci są też wyśmienitymi obserwatorami, chłoną nasze emocje jak gąbki.

Kiedyś przeczytałem raport NIK z realizacji programu „Bezpieczna Szkoła”. Program ten według raportu nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. O agresji w szkołach i na podwórku, przemocy fizycznej, psychicznej i emocjonalnej często dystrybuowanej przez telefon i tablet, dużo mogą powiedzieć ci, który za codzień dziećmi pracują.

A my dorośli ? Czy jesteśmy aniołami ? Przejrzyjcie swoje internetowe grupy rodziców danej klasy. Wszystko tam jest w absolutnym porządku ? Nie dochodzi do konfliktów i nieporozumień ?

Jeśli chcemy uratować nasze dzieci, musimy wszyscy zdać sobie sprawę, że mamy problem. Każdy problem można rozwiązać pod warunkiem, że działa się wspólnie. Szkoła wolna od przemocy nie jest mitem a dzieci umiejące poradzić sobie z konfliktem, nie są kimś niezwykłym. Pytanie czy chcemy im pomóc i dać szansę na prawdziwą wolność od negatywnych emocji, które zatruwają ich głowy wpełzając do ich przestrzeni coraz to nowymi ścieżkami.

W życiu kieruję się zasadą, żeby zacząć tam gdzie jestem, użyć tego co mam i zrobić to co mogę. Mamy wiele dobrych praktyk, wspaniałych instrumentów które daje nam na przykład mediacja rówieśnicza, która mimo, że mogłaby być sposobem na szkolne konflikty, to szkoły się jej boją albo jej nie znają.

Mam takie wrażenie, że szkoły pracują w „trybie pruskim” gdzie dziecko sprowadzone jest do roli ucznia, karnego, podporządkowanego, lojalnego… podczas gdy sytuacja, w której się dziecko się znajduje wymaga aby było partnerem, nie tylko dla rówieśników, ale i grona pedagogicznego.

Wytłumaczenie zasad mediacji rówieśniczej wymaga osobnego wpisu. Tu ograniczę się do krótkiego opisu. To uczniowie są mediatorami w sporze pomiędzy uczniami, odpowiednio przeszkoleni, wybrani spośród dzieci przez dzieci. Osoba dorosła jest jedynie koordynatorem, odpowiedzialnym chociażby za zapewnienie warunków i wsparcia merytorycznego dla przeprowadzenia mediacji.

Nauczmy dzieci szukania zgody, zanim będzie za późno.

Mediator Dariusz Wilczewski