Zerkając na zdjęcie autorstwa Michała Kobielskiego zamieszczone w „Głosie Konińskim” pozwoliłem sobie dołączyć się dysputy. Zatem wyobraźmy sobie, że wsiadamy do wehikułu czasu, a ten przenosi nas pod koniec lat siedemdziesiątych.

Wówczas stając na ulicy Solnej ujrzymy „w pełni rozkwitu” sklep z narożnika ulic Kościuszki oraz Dąbrowskiego. Idąc dalej we wspomnienia, pomyszkujmy w zakamarkach pamięci, tudzież zapisach archiwalnych i uruchamiając wyobraźnię zoczymy podróżnych, tudzież potencjalnych uczestników przypadającego tego dnia jarmarku w Koninie.

Jedni bieżą tam z nadzieją na udany zakup, a inni szczęśliwi powracają, że udało się coś korzystnie sprzedać. Do przejechania pozostał jeszcze kawał drogi, ponieważ przybyli ze Sławska, Rzgowa, Zagórowa, Pyzdr, czy bardziej odległych miejsc …

Ratuszowy zegar, tudzież kościelne dzwony obwieszczają godzinę południową, zatem czas na posiłek, tudzież łyczek aqua vitea… Gdzie jest najlepiej się posilić lub wypić? Oczywiście, że w restauracji u Strzelczyńskiego!!!

Właśnie w miejscu późniejszego sklepu, przed II Wojną Światową i krótki okres po, takowa się tam znajdowała. Dla zbytnio zmęczonych i pokoik gościnny znajdzie się na górze… O smaku i rozpiętości serwowanych potraw, a tym bardziej o reakcji na duże ilości „wody życia” nie wspomnę…

Tadeusz Kowalczykiewicz