Oprócz prezentacji zamieszczonego w 1960 roku na łamach gazety londyńskiej fragmentu z wspomnień Felicjana Sławoja Składkowskiego na temat naszego zabytku, pozwolę sobie na pewnego rodzaju gdybanie. Czy mogą mnie oburzać propozycje przeniesienia stojącego prawie od dwustu lat „znaku drogowego”? Otóż w żadnym wypadku nie!!! Dlaczego?

Ponieważ ucieszył mnie fakt, że nie tylko mnie dotyka ułomność myślowa. Cieszy fakt, że również i pan Kazimierz Lipiński zaczął mówić w stylu członków kabaretu Monty Pythona. Wśród wielu interesujących pomysłów pana Kazimierza Lipińskiego – między innymi planu zagospodarowania – jednakże poza miejscem będącym pod jurysdykcją kościoła św. Bartłomieja… propozycją zmiany posadowienia „słupa” oraz jego zadaszeniem strzelił niczym kulą w płot. Rozumiem „milczenie” oraz brak gwałtownej reakcji – przynajmniej w mediach konserwatora zabytków. Przyklaskuję także obecnemu proboszczowi oraz jego opinii „za”, bowiem oboje są tylko urzędnikami. Jeden z nich pełni rolę urzędnika kościelnego, natomiast drugi państwowego, stąd można śmiało rzec iż są ludźmi „nasłanymi” z zewnątrz.

Obecnie stanowią obowiązki w Koninie, a „jutro” w innym miejscu i z tak prozaicznych powodów nijak nie potrafią wczuć się w historię grodu z koniem w herbie. Chylę czoła przed zadowoleniem Prezydenta Konina i jego słowom, że po zmianie miejsca „słup” będzie bardziej dostępnym. Słuchając tychże wywodów kłaniam się mądrości włodarzy miasta sprzed dwustu lat!!! Przenosząc „słup” z pl. Zamkowego na wówczas centralne miejsce ówczesnego Konina świadomie umieszczono go „tuż” obok wejścia do kościoła św. Bartłomieja. Przecież właśnie obok fary prowadził jedyny szlak zarówno handlowy oraz drogowy przez nasze miasto.

Z tak prozaicznych powodów na „słup” mogli pozierać zarówno miejscowi, jak i przyjezdni dziwując się, jak to ów znak połowę drogi pomiędzy Kaliszem, a Kruszwicą wyznaczał. Wbrew temu co niektórzy sadzą w słowach Prezydenta Konina akceptujących przeniesienie ówczesnego „znaku drogowego” oraz jego zadaszeniu, wyczuwam pewną innowacyjność mogącą otworzyć nowy rynek pracy. W jaki sposób? Pomyślmy ile znaków drogowych oraz zabytków trzeba będzie w Koninie przesunąć oraz zadaszyć? Również we wniosku szacownego włodarza miasta, że „słup” po przeniesieniu w inne miejsce będzie stał stabilniej rozpoznaję novum, bowiem wystarczy zmieniać miejsce położenia zabytków- nawet o kilka metrów, a już na trwałe pozostaną w krajobrazie naszych miast.

Przed laty uczono mnie, że chroniąc „pozostałość” po naszych przodkach należy je konserwować, wzmacniać fundamenty, itp…. ale o przenoszeniu w inne miejsce nic nie słyszałem. Jeżeli „przesuwanie” ma wzmocnić ich „trwałość”, to pomimo mojej ułomności fizycznej zaprzęgnę się niczym wół celem przepchnięcia dzwonnicy kościelnej na parking przy ulicy Grunwaldzkiej. Czy nie wydaje się, że wówczas dla mieszkańców będzie bardziej dostępna? Idźmy dalej i obłóżmy ją mrugającymi „ledami” – o daszku nie wspomnę. W wypadku akceptacji zmiany miejsca posadowienia „słupa” podpowiadam, by również „machnąć” farę nieco na wschód, a u jej wejścia postawić szklany pawilon z ubraniami oraz neonem: chcesz wejść do świątyni, zatem masz szansę ubrać się godnie. Wobec akceptacji projektu stanie się dla mnie obojętnym czy kuria tudzież urzędnik ją reprezentujący na terenie dawnego cmentarza wokół fary zrobi skatepark, czy też postawi bistro. Jednakże trapi mnie problem, czy władni tymże terenem nie wprowadzą opłat za wstęp?

Jeżeli nie, to nadal spacerować będę wokół świątyni pomny, że w akcie zgonu z XVIII wieku mojej pra, pra, pra…… babci zapisano, iż tu… – pod murami kościoła w starym rodzinnym grobie spoczywa… Pewnikiem jest, że śpiewając hymn pt. „Święty Boże” do słów:… od powietrza, głodu, ognia i wojny… dodawać będę:- od pomysłów przesuwania zabytków i ich zadaszania wybaw nas Panie!

Wpis archiwalny. Tadeusz Kowalczykiewicz