Podobno pomiędzy ustami a brzegiem pucharu znajduje się ogromna przestrzeń…. Już za kilka chwil usiądziemy do wigilijnego stołu… za moment podzielimy się opłatkiem, stąd i ja mam nadzieję, że po raz kolejny dotknę ustami pucharu wypełnionego ciepłymi oraz niosącymi nadzieję świętami…..
Do tej pory piórem…a raczej za pomocą klawiatury opowiadałem o zmianach w krajobrazie, słownictwie, obyczajach związanych z Koninem. Obecnie nadszedł czas na odrobinę osobistych odniesień, stąd na podstawie losowo wybranych zdjęć skwituję oczywistą prawdę, że nie tylko miasto zmienia swoje oblicze, ale i my również. O ile wybór fotografii dokonałem losowo, to zastosuję do nich chronologiczny komentarz.
Wprzódy na podstawie nakrycia głowy nieco odważne porównanie z dachami miasta. Jest tajemnicą poliszynela, że zarówno osłona głowy, podobnie i dachy domów mają za zadanie chronić przed dokuczliwością aury. W tym wypadku uzmysłowiłem sobie dość zawoalowaną zbieżność, że o ile dachy pokrywamy materiałami zależnymi od zasobów finansowych, to w pewnym wieku nakrycie głowy ma tuszować pokrywającą głowę siwiznę lub ubytek włosów.
Dostrzegłem, że przed laty nas, podobnie nowo powstałe domy opierano na solidnych fundamentach. Obecnie z trudem uzmysławiamy sobie, że zaczynamy przypominać budynki osadzone na grząskim gruncie, stąd powolne, lecz z każdym rokiem coraz bardziej widoczne osiadanie. Drżymy na samo wspomnienie, że tak wiele domów niegdyś nam bardzo bliskich nie wiedzieć powodu wyautowano z krajobrazu miasta…, i wówczas w sposób odwrotny wspominamy kolegów, bliskich, znajomych, którzy odpłynęli na tamtą stronę i niestety podobnie do budynków już tylko żyją w naszej pamięci. Wraz z upływem lat z oporem kwitujemy, że tożsamo jak na tynku budynku także i na naszej twarzy, sylwetce, pojawiają się rysy, pęknięcia, wybrzuszenia.
Wspominamy, że przed laty wyruszając celem odbycia wakacyjnych wojaży, po powrocie porównywaliśmy odwiedzane miejsca z tymi, w których przyszło nam żyć. Nieco zawstydzeni kwitujemy oczywistą prawdę, że zaczytani w „Przygodach Koziołka Matołka”, gubiliśmy słowa Kornela Makuszyńskiego i szukaliśmy czegoś, co było tak bardzo blisko…
Sterani kłopotami, podobnie przypadłościami losu wędrowaliśmy przez życie…, uczestniczyliśmy w różnych przedsięwzięciach tusząc, że może i my:- non omnis moriar. Obecnie coraz częściej doświadczamy, że, co prawda posiadamy zamiary, lecz… do ich realizacji nie staje już sił. Z trudem przyswajamy, że dla przykładu spacer z „Heimatu” na targ przy ul. Wodnej staje się wyprawą niczym na Antypody. Wędrując wśród straganów…. wzrokiem podpartym nadzieją poszukujemy znajomych i coraz częściej poraża nas wiadomość, że Ta…., a Ten to już ponad trzy miesiące temu…..
Nieco zaszokowani uświadamiamy sobie, iż jeszcze nie tak dawno sami wsłuchaliśmy się w opowiadania starszych…, a obecnie, to my staliśmy się tymi starszymi…. Z tego powodu siadając na ławeczce… z akcentem na słowo może zaczynamy nucić piosenkę z Kabaretu Starszych Panów: Jeszcze tylko parę wiosen, jeszcze tylko ….
Do mojej okraszonej wokalem wędrówki po nutach należy podchodzić z dużą…. oj… oj…, bardzo dużą dozą tolerancji. Natomiast ze szczerością jest wręcz odwrotnie, stąd zapewniam, że winszuję Wam szczerze radosnych, wypełnionych czułością oraz miłością Świąt Bożego Narodzenia, podobnie życzę Dosiego Roku, a co najważniejsze: – obyśmy na kolejne święta znów się odliczyli!!!
Tadeusz Kowalczykiewicz
