Magiczne to były sklepy spożywcze. Boki zrywać ze skeczu Smolenia i Laskowika “Z tyłu sklepu”, bo takie były czasy. Każdy pamięta ulubione z dzieciństwa smakołyki, ktoś oranżadę na słomce, ktoś lizaki kodżaki, słodzone mleko w tubce, krówki z patelni rodem, polo cocta, herbatki madras i popularną, gumy turbo z fajoskimi obrazkami, takie cukry – rybki do cyckania …
A ja pamiętam cudne cukierki. Były takie podłużne, zaokrąglone na rogach, nadziewane pysznymi konfiturami. Najfajniejsze to były papierki, tak papierki bo producent seryjki robi. Były owocki, ale najbardziej super były stroje ludowe, rycerze i żołnierze. Lepsze to było niż papierki z turbo i Donalda. Sami zobaczcie.
Kto wie, gdzie był ten sklep ?
W tle ktoś wali do drzwi…. puk puk puk
Z.L.: – Która jest godzina?
B.S.: – Pięć po…
GŁOS z WIDOWNI: – w pół do dwunastej
Z.L.: – W pół do dwunastej. A myśmy o dziesiątej mieli otworzyć… hehehe
B.S.: – No taka firma.
Z.L.: – Jaka?
B.S.: – Społem…
…Społem i za późno wstołem…
Z.L.: – Społem, bo się przeprocowołem… chciałeś powiedzieć…
B.S.: – Chyba przepiołem…
Z.L.: – Też prawda. Też prawda. Proszę państwa niestety no pije… trzeba przyznać czas pije, ale pije przez prasę…
B.S.: – A ja piję przez słomkę.
Z.L.: – Nie rozumiesz… ja mówię, że piję, bo jakiś dziennikarz napisał o mnie, że ja jestem „spirytus movens”. Spirytus to wiem… a movens…
B.S.: – To ci wczoraj odebrało.
tekst Smolenia i Laskowika “Z tyłu sklepu”

