Przekrój nr 1200 rok 1968. Konin, czyli ziemia gwałtownie przebudzona. Tekst: Jan Kalkowski, zdjęcia: Zdzisław Szklarkowski cz. II

Takie nasze przesłanie dla obecnych włodarzy, proste i skuteczne cyt. Nowy przemysł, nowe miasto przyciąga młodych. Szansa na dobrze płatną pracę, na kupienie mieszkania spółdzielczego stosunkowo szybciej niż gdzie indziej. No a także szanse na zdobycie zawodu, podwyższenie kwalifikacji.

Miasto ma obecnie około 45 m2. Odległość z jednego krańca w drugi są rzędu 6-7 km. Łazimy najpierw po części lewobrzeżnej (starej). Tu rozkopane, bo zakłada się instalacje. Tu pomalowane. Tu uporządkowane, w lecie będą kwietniki (wysadza się rocznie 350 tys. kwiatów). Brodzimy w rozmokłym śniegu przez rozległy, stary park. W nim piękny amfiteatr, zbudowany w czynie społecznym. Przy estakadzie, jako naturalna dekoracja stare dęby.

Z Placu Wolności, czyli dawnego rynku, jedziemy autobusem „0” do części prawobrzeżnej, czyli nowego miasta. Autobus kursuje co kilkanaście minut. Linia ta łączy obie części.

Potem zmęczeni łażeniem po Koninie poszliśmy na kawę do Marionetki. Byliśmy chyba najstarszymi klientami w lokalu. Sama młodzież, trzydziestolatki to góra. Nowy przemysł, nowe miasto przyciąga młodych. Szansa na dobrze płatną pracę, na kupienie mieszkania spółdzielczego stosunkowo szybciej niż gdzie indziej. No a także szanse na zdobycie zawodu, podwyższenie kwalifikacji.